Nasz Siemek

.

.
Kliknij w baner po dodatkowe informacje...

środa, 1 sierpnia 2018

Lato w Łodzi

  Jest tak gorąco, że aż ciężko zebrać myśli, by ułożyć kilka zdań, a przecież przydałoby się (w końcu) zdać sprawozdanie z naszego pobytu na turnusie rehabilitacyjnym. Centrum Rehabilitacji Like jest pięknie usytuowanym ośrodkiem terapeutycznym mieszczącym się niedaleko Łodzi, lecz zaznaczam nie tej, o której zapewne pomyśleliście ;-). Między obiema Łodziami jest taka różnica, jak między Titanikiem a kajakiem :-D. Ta "nasza" to malutka miejscowość w gminie Stęszew pod Poznaniem. Zamiast świateł wielkiego miasta mieliśmy więc pod bokiem piękne jezioro Dymaczewskie i lasy Wielkopolskiego Parku Narodowego. Idealna miejscówka na aktywne wakacje, a Siemek na pewno spędził je bardzo intensywnie.
Spójrzcie sami jak tam pięknie:







A tu już plan siemkowych zajęć podczas tych dwóch tygodni:


 I sam Siemowit we własnej osobie :-)








  Bardzo nam się podobało! Co najważniejsze również Siemowit, mimo początkowego strachu (który pojawia się zawsze w każdym nieznanym mu i w związku z tym "podejrzanym" miejscu) również był zadowolony. Wprawdzie Siemek nie potrafi nam tego powiedzieć, jednak znakomicie umie okazać. Gdy przyzwyczaił się już do nowych kątów, a stało się to bardzo szybko, widać było jak dużą przyjemność sprawiają mu "zabawy" z terapeutami. Jedynie hipoterapia okazała się nie do przeskoczenia... Nasze chłopię przestraszyło się ujeżdżalni i jej wielkich, trzaskających wrót. Jego początkowy entuzjazm w stosunku do przejażdżek na koniu zamienił się w paniczny strach. A Siemek jak się już czegoś boi, to boi się na całego... Musieliśmy zatem zrezygnować z kilku ostatnich jazd. Może następnym razem zapomni o swych strachach?
  Piszę "następnym razem", bo mam szczerą nadzieję wrócić tam z Siemkiem za rok :-).

 Bardzo dziękujemy wszystkim terapeutom z Centrum Rehabilitacji Like za trud i zaangażowanie włożone w pracę z Siemusiem! Pozdrawiamy bardzo serdecznie! :-)

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Mam sześć lat!

  I oto Siemkowi stuknęła już szóstka... 
  Bardzo poważny wiek! 
  Wiek wypadania mleczaków (dwóch dolnych jedynek już brak ). Toż to prawie dorosłość... ;-)  
  Aż nie chce mi się wierzyć, że już sześć lat minęło od momentu, gdy pokazano mi z daleka bladą, cichutko płaczącą kulkę człowieka... Ten czas po porodzie wydaje mi się czasem snem, trochę koszmarem, zwłaszcza kiedy codziennie słyszeliśmy następne, coraz gorsze wiadomości. Jednak w odróżnieniu od snu, pamiętam go w najdrobniejszych szczegółach; te chwile gdy leżąc w kilkuosobowej sali widziałam inne mamy ze swoimi pociechami, a ja bezskutecznie próbowałam powstrzymywać łzy; wyraz twarzy lekarki, mówiącej, że nie jest najlepiej; czterodniowego zaledwie Siemka wywożonego w wielkim inkubatorze na konsultację do genetyka i wiele innych podobnych wydarzeń, które nie powinny spotkać żadnej rodziny.
  Ale to minęło... Teraz gdy przytulam się do chudego policzka Siemowita, doskonale już wiedząc, że będzie zawsze, całkowicie i absolutnie, zależny od nas, nie mogę się nadziwić dlaczego wówczas czułam mrok w sercu. Dzisiaj jego uśmiech jest promieniem słońca w naszym domu :-).
  Niestety, choroba zaczyna wyciskać na nim coraz silniejsze piętno: jest straszliwie szczupły. Jego waga nie zmieniła się od trzech lat. Bez koszulki wygląda jak szkielecik obciągnięty skórą. Buźka stała się bardzo pociągła, oczy wyglądają na podpuchnięte. Do tego te grube bliznowce, które pozostały po operacji bioder... W tym roku czeka go wyjęcie ze stawów biodrowych umieszczonych tam blaszek. Lekarz, który przeprowadzi zabieg sam zaproponował wycięcie zgrubiałej tkanki, lecz wiem, że nowe mogą znów narosnąć, jeśli istnieje taka tendencja. Już zaczynamy gromadzić fundusze na zakup specjalnych plastrów na blizny firmy Sutricon, gdyż jest to chyba jedyna opcja, by przeciwdziałać powstaniu niekorzystnego rozrostu komórek w tych miejscach. Będziemy ich potrzebować bardzo dużo...
  Siemek wraz z magiczną szóstką wkracza w tym roku w wiek zerówkowy. Stoimy obecnie przed sporym dylematem, co począć, gdyż musimy zdecydować się na przedszkole dla niego. Niestety ośrodek, do którego wozimy go obecnie, nie jest placówką edukacyjną, więc prawdopodobnie będzie musiał uczęszczać gdzie indziej. Tymczasem obecnie ma naprawdę cieplarniane warunki; dziś gdy zaprowadziłam go na salę ośrodka, pań było więcej niż dzieci :-). Niestety, od obowiązku przedszkolnego nie ma odroczenia. Żeby nie było - rozumiem doskonale zamysł takiego przepisu, trzeba socjalizować dzieci nawet te najbardziej chore i nawet wbrew rodzicom, z których część wolałaby trzymać swoje chore maluchy pod kloszem w domu, co niekoniecznie wychodzi im na zdrowie (o sytuacjach patologicznych nawet nie mówię), lecz akurat dla mnie to rozwiązanie jest nieco kłopotliwe. Wciąż bijemy się z myślami jak rozwiązać tę sytuację. Może jeszcze wpadniemy na jakiś pomysł...
  No i czas już chyba przejść do fotorelacji z ostatnich dni. Nie tylko z urodzin :-) 
Wiosna Siemowita:


  

  



















Wszystkiego Najlepszego Synku !!!
☺☺☺

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Dzień Babci i Dzień Dziadka :-)

  Wszystkim Babciom oraz Dziadkom Siemek składa najserdeczniejsze życzenia 
Zdrowia, Uśmiechu i Szczęścia,
 oraz (oczywiście 
Pociechy z wnuków! 




 W tym roku Dzień Babci przypadł idealnie w niedzielę, co pozwoliło świętować go (oraz przypisany do niego Dzień Dziadka) naprawdę uroczyście 
  Osobiści dziadkowie Siemowita i jego brata zostali zaproszeni na domową uroczystość, podczas której obowiązkowo obdarowano ich laurkami będącymi zarazem portretami seniorów. Na stole pojawił się także czekoladowy tort z dedykacją. Jego najbardziej zapalonym degustatorem okazał się Siemuś, który w ogóle nie wygląda na amatora słodyczy... Gdy niedawno oglądałam zdjęcia Siemowita z niemowlęctwa zastanawiałam się cóż to za tłuściutkie niemowlę na nich widnieje, bo przecież niemożliwe, by to był ten mój szkielecik, na którym wiszą wszystkie ubrania. Niestety choroba Siemusia zaczyna być widoczna na pierwszy rzut oka. Jego policzki zapadły się, buźka wydłużyła, a  chudość członków woła o pomstę do nieba. Na szczęście nie widać żadnych oznak słabnięcia siły mięśni :-) Wbrew pozorom to mocny chłop. Wierzę, że ma na to niemały wpływ ciągła rehabilitacja :-)


Pozdrawiamy serdecznie - dziś w sposób szczególny wszystkich posiadaczy wnucząt!







wtorek, 12 września 2017

Operacja nr 2 oraz: "narzekamy na pogodę" czyli ulubiony sport tegorocznych wakacji

  Już ponad miesiąc upłynął od operacji drugiego biodra Siemka i z całą pewnością mogę napisać, że zniósł ją o wiele lepiej od poprzedniej. Nawet na sali pooperacyjnej, dokąd na dane przez panią pielęgniarkę hasło pobiegłam labiryntem szpitalnych korytarzy, nie rozpłakał się z bólu rozpaczliwie, a na buźce pojawił się cień uśmiechu. Nie wiem co bardziej chwytało za serce: krzyk, czy ta "dzielność"... Obie wywoływały u mnie uporczywe łzawienie. Jednak świadomość, że nie cierpi tak bardzo jak wcześniej, była o niebo lepsza niż wizja tego, co odczuwał po pierwszej operacji. Dowody na taki stan rzeczy znalazły się bardzo szybko: tylko raz po zabiegu miał podaną morfinę, a później potrzebował tak pi razy oko trzy razy mniej środków przeciwbólowych niż przy pierwszym biodrze. Być może wpływ miała na to łuska gipsowa, w której znajdowała się jego dupka i nóżki, a która unieruchamiała go na tyle, by żadne mikroruchy nie wywołały bólu. Faktem też jest, że po tej operacji nie miał założonego sączka, a i opuchlizna była mniejsza, więc chyba to wszystko się ładniej goiło.
 Kilka dni temu byliśmy w Poznaniu na kontroli pooperacyjnej, niestety - nieudanej, ponieważ gdy dobiliśmy się w końcu (po prawie trzygodzinnym opóźnieniu) do gabinetu lekarza okazało się, że RTG jest już nieczynne, toteż niewiele można powiedzieć i niedużo zdecydować... Teraz piszę o tym lekko i spokojnie, ale uwierzcie: wiązanki przekleństw, które przepływały wówczas w mojej głowie zawstydziłyby niejednego pensjonariusza zakładu penitencjarnego.
  Czekamy zatem na następny termin wizyty, a póki co, na pocieszenie otrzymaliśmy zlecenie na ciekawy sprzęt (step to), który ma zminimalizować skręcanie lewej nóżki Siemka do środka. Po obejrzeniu cuda w necie, mam niemiłe wrażenie, że Siemek nie zaakceptuje nowej "zabawki" lecz spróbować trza...
  Operacja odbyła się pod koniec lipca, toteż pierwsze dwa tygodnie sierpnia byliśmy właściwie uziemieni w domu, by dać czas naszemu rozbrajającemu rekonwalescentowi na rekonwalescencję (spróbujcie przeczytać to szybko na głos XD ). Jednak nie płakaliśmy z tego powodu zbyt obficie, bo wystarczająco dużo wody lało się z nieba, by było czego żałować. Pod koniec wakacji pojechaliśmy do Zgorzelca - miasta wielu atrakcji (piszę to absolutnie serio!) i bazy wypadowej do innych fajnych miejsc. Na fali zwierzęcego szaleństwa (nowa fascynacja starszego brata) zaliczyliśmy wizyty w dwóch ZOO - w Goerlitz i w Libercu. Braliśmy udział w święcie starego miasta -Jakubach i wypoczywaliśmy nad jeziorem. Więcej rozrywek nie udało się nam upchnąć w tygodniowym grafiku. Czasem trzeba było odsapnąć...
  Tymczasem przedwczoraj w życiu Siemka zaszła wielka zmiana. Pod wpływem licznych sugestii w tym temacie zapisaliśmy go do przedszkola terapeutycznego. Jak na razie sprawy prezentują się nieźle: malutka grupa dzieci, przemiłe panie, rehabilitacja, smaczne żarełko... Mam nadzieję, że decyzja nasza okaże się korzystna dla Siemka. Będziemy obserwować rozwój sytuacji i co jakiś czas robić bilans zysków i strat. Sam zainteresowany wydaje się być optymistycznie nastawiony do zmiany. Jedyne co mógłby zarzucić nowej miejscówie to konieczność przemieszczania się w niej windą, do którego to urządzenia nabył ostrej awersji po pobycie w szpitalu (choć i wcześniej nie darzył zaufaniem tego szatańskiego narzędzia). Sądzę jednak, że z czasem, gdy przekona się, iż za drzwiami windy na piętrze nie czyha pielęgniarka z wielgachną strzykawą, odpuści sobie i może nawet polubi ten sposób pokonywania przestrzeni...

Siemek w szpitalu:




Suszarka w akcji - sprzęt pooperacyjny (gips) musi być suchy!
 A "niektórzy"(tak mężu, do Ciebie piję...) mówili, że zawsze pakuję za dużo rzeczy...

Żeby była jasność: ten paw, jest pawiem zielonogórskim. Ładny był to se go tu wcisłam :-D
 ZOO Goerlitz:

Jeżozwierze na wyciągnięcie ręki.
No cóż... Co kto lubi.




Piłujemy roga.
Czym różnią się rogi od poroża? Zapachem po nadpiłowaniu.
 Obydwu nie polecam...

"Suszymy skrzydełka panowie!"

Słodki tybetański prosiaczek
Jakuby: 

Joł!

Portret



ZOO Liberec:



Sztuczna opalenizna




  Słodki czas lata już minął... 
 A na razie, choć astronomiczna jesień jeszcze nie nadeszła, my już kurujemy się z pierwszego przeziębienia tego sezonu... 
Pozdrawiamy!