Nasz Siemek

.

.
Kliknij w baner po dodatkowe informacje...

czwartek, 3 stycznia 2019

Stary Rok - Nowy Rok

  Nasz grudniowy turnus rehabilitacyjny wprawdzie jest już historią, jednak chciałabym zdać relację z jego przebiegu, by wszyscy, dzięki którym mógł się odbyć tj. MTB-Kaczmarek Electric, inni darczyńcy i każdy kto przeznaczył Siemkowi swój 1% podatku, wiedzieli co się u nas dzieje☺.
  To był już drugi pobyt Siemowita w Ośrodku "Like" w podpoznańskiej Łodzi. Turnus wypadał w bardzo gorącym okresie mikołajkowym, toteż nie brakowało akcentów świątecznych - pieczenia pierniczków, przygotowywania ozdób na choinkę, prezentów znalezionych pod drzwiami i spotkania z samym Świętym. Jako że sezon sprzyjał nie tylko świątecznej magii lecz także przeziębieniom, obawiałam się nieco tego wyjazdu, lecz nasz chłopak nawet nie dostał większego kataru. 
  Poziom rehabilitacji był jak zwykle wysoki, lecz Siemek trzymał się twardo i nie dostrzegłam u niego przemęczenia. Minął już czas, gdy fanatycznie podchodziłam do sprawy ćwiczeń, zapominając o tym, że dziecko przede wszystkim musi mieć czas na bycie dzieckiem i na zabawę. Teraz priorytetem dla mnie jest jego dobre samopoczucie. I tak wystarczająco cierpi przy zabiegach, które są dla niego konieczne, jak na przykład kolejne operacje (a tych nam nie braknie w przyszłości - o czym przeczytacie na samym końcu postu).
  Na większości zdjęć Siemek ma minę zgoła ponurą, musicie mi jednak uwierzyć na słowo, że nasz synek uwielbiał basen, chichotał jak szalony na zajęciach pedagogicznych, a masaże sprawiały mu wielką przyjemność. Zastanawiałam się nad tym i już chyba pojęłam ten fenomen - tam gdzie się śmieje - zdjęcie zazwyczaj nie nadaje się do użycia, gdyż jest niewyraźne i poruszone, w innych przypadkach moje wejście na zajęcia było dla niego oczywistą oznaką ich zakończenia i gdy matka, zamiast zabrać go ze sobą, machała telefonem przed jego twarzą, niecierpliwił się okropnie. Tak to już jest: chłopak zrobił się stateczniejszy ot co! (A i o focha też nie trudno ;-) ). 

















  To był przyjemny czas dla nas wszystkich. Wyjazdy takie są dla Siemka konieczne, jednak nie tylko ze względu na rehabilitację i ćwiczenia. Chyba już o tym pisałam, że po naszych szpitalnych przygodach pojawił się u niego duży strach przed nowymi miejscami i nowo poznanymi ludźmi. Jednakże im więcej widzi obcych twarzy, tym strach ten słabnie, a im bardziej zamykamy się w czterech ścianach, tym bardziej narasta, gdy musimy gdzieś "wybyć".
  A "wybywać" wciąż będziemy musieli - ponieważ, oprócz kolejnej operacji biodra, niestety trzeba będzie wziąć na warsztat kręgosłup Siemowita. Skolioza (skrzywienie boczne) u dzieci wiotkich jest niemalże nieunikniona. I nam się nie udało "przesmyknąć". Żeby Siemek nie zamienił się w pokręconego precelka, będzie musiał mieć wstawiony pręt wzdłuż kręgosłupa. Ponieważ jednak takie wzmocnienie rosnące wraz z ciałem jest bardzo grube, przypuszczalnie będzie to takie, którego długość trzeba będzie regulować co pół roku - OPERACYJNIE... Na razie lekarz nakazał czekać - im później zaczniemy, tym lepiej dla Siemka, lecz trzeba też pamiętać, że skolioza również startuje w tym wyścigu. Być może jej szybki postęp zmusi nas do przyspieszenia terminu pierwszej operacji na kręgosłup. 
  I choć na końcu zrobiło się dość pesymistycznie, na przekór jednak temu, chcę Wam wszystkim złożyć serdeczne życzenia
Szczęśliwego Nowego Roku 2019!  

P.s. Nieśmiało przypominamy się też wszystkim w sprawie 1 % podatku :-) wszystkie dane Siemowita (fundacja, subkonto) są identyczne jak we wszystkich poprzednich latach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz