Nasz Siemek

.

.
Kliknij w baner po dodatkowe informacje...

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Dzień Babci i Dzień Dziadka :-)

  Wszystkim Babciom oraz Dziadkom Siemek składa najserdeczniejsze życzenia 
Zdrowia, Uśmiechu i Szczęścia,
 oraz (oczywiście 
Pociechy z wnuków! 




 W tym roku Dzień Babci przypadł idealnie w niedzielę, co pozwoliło świętować go (oraz przypisany do niego Dzień Dziadka) naprawdę uroczyście 
  Osobiści dziadkowie Siemowita i jego brata zostali zaproszeni na domową uroczystość, podczas której obowiązkowo obdarowano ich laurkami będącymi zarazem portretami seniorów. Na stole pojawił się także czekoladowy tort z dedykacją. Jego najbardziej zapalonym degustatorem okazał się Siemuś, który w ogóle nie wygląda na amatora słodyczy... Gdy niedawno oglądałam zdjęcia Siemowita z niemowlęctwa zastanawiałam się cóż to za tłuściutkie niemowlę na nich widnieje, bo przecież niemożliwe, by to był ten mój szkielecik, na którym wiszą wszystkie ubrania. Niestety choroba Siemusia zaczyna być widoczna na pierwszy rzut oka. Jego policzki zapadły się, buźka wydłużyła, a  chudość członków woła o pomstę do nieba. Na szczęście nie widać żadnych oznak słabnięcia siły mięśni :-) Wbrew pozorom to mocny chłop. Wierzę, że ma na to niemały wpływ ciągła rehabilitacja :-)


Pozdrawiamy serdecznie - dziś w sposób szczególny wszystkich posiadaczy wnucząt!







wtorek, 12 września 2017

Operacja nr 2 oraz: "narzekamy na pogodę" czyli ulubiony sport tegorocznych wakacji

  Już ponad miesiąc upłynął od operacji drugiego biodra Siemka i z całą pewnością mogę napisać, że zniósł ją o wiele lepiej od poprzedniej. Nawet na sali pooperacyjnej, dokąd na dane przez panią pielęgniarkę hasło pobiegłam labiryntem szpitalnych korytarzy, nie rozpłakał się z bólu rozpaczliwie, a na buźce pojawił się cień uśmiechu. Nie wiem co bardziej chwytało za serce: krzyk, czy ta "dzielność"... Obie wywoływały u mnie uporczywe łzawienie. Jednak świadomość, że nie cierpi tak bardzo jak wcześniej, była o niebo lepsza niż wizja tego, co odczuwał po pierwszej operacji. Dowody na taki stan rzeczy znalazły się bardzo szybko: tylko raz po zabiegu miał podaną morfinę, a później potrzebował tak pi razy oko trzy razy mniej środków przeciwbólowych niż przy pierwszym biodrze. Być może wpływ miała na to łuska gipsowa, w której znajdowała się jego dupka i nóżki, a która unieruchamiała go na tyle, by żadne mikroruchy nie wywołały bólu. Faktem też jest, że po tej operacji nie miał założonego sączka, a i opuchlizna była mniejsza, więc chyba to wszystko się ładniej goiło.
 Kilka dni temu byliśmy w Poznaniu na kontroli pooperacyjnej, niestety - nieudanej, ponieważ gdy dobiliśmy się w końcu (po prawie trzygodzinnym opóźnieniu) do gabinetu lekarza okazało się, że RTG jest już nieczynne, toteż niewiele można powiedzieć i niedużo zdecydować... Teraz piszę o tym lekko i spokojnie, ale uwierzcie: wiązanki przekleństw, które przepływały wówczas w mojej głowie zawstydziłyby niejednego pensjonariusza zakładu penitencjarnego.
  Czekamy zatem na następny termin wizyty, a póki co, na pocieszenie otrzymaliśmy zlecenie na ciekawy sprzęt (step to), który ma zminimalizować skręcanie lewej nóżki Siemka do środka. Po obejrzeniu cuda w necie, mam niemiłe wrażenie, że Siemek nie zaakceptuje nowej "zabawki" lecz spróbować trza...
  Operacja odbyła się pod koniec lipca, toteż pierwsze dwa tygodnie sierpnia byliśmy właściwie uziemieni w domu, by dać czas naszemu rozbrajającemu rekonwalescentowi na rekonwalescencję (spróbujcie przeczytać to szybko na głos XD ). Jednak nie płakaliśmy z tego powodu zbyt obficie, bo wystarczająco dużo wody lało się z nieba, by było czego żałować. Pod koniec wakacji pojechaliśmy do Zgorzelca - miasta wielu atrakcji (piszę to absolutnie serio!) i bazy wypadowej do innych fajnych miejsc. Na fali zwierzęcego szaleństwa (nowa fascynacja starszego brata) zaliczyliśmy wizyty w dwóch ZOO - w Goerlitz i w Libercu. Braliśmy udział w święcie starego miasta -Jakubach i wypoczywaliśmy nad jeziorem. Więcej rozrywek nie udało się nam upchnąć w tygodniowym grafiku. Czasem trzeba było odsapnąć...
  Tymczasem przedwczoraj w życiu Siemka zaszła wielka zmiana. Pod wpływem licznych sugestii w tym temacie zapisaliśmy go do przedszkola terapeutycznego. Jak na razie sprawy prezentują się nieźle: malutka grupa dzieci, przemiłe panie, rehabilitacja, smaczne żarełko... Mam nadzieję, że decyzja nasza okaże się korzystna dla Siemka. Będziemy obserwować rozwój sytuacji i co jakiś czas robić bilans zysków i strat. Sam zainteresowany wydaje się być optymistycznie nastawiony do zmiany. Jedyne co mógłby zarzucić nowej miejscówie to konieczność przemieszczania się w niej windą, do którego to urządzenia nabył ostrej awersji po pobycie w szpitalu (choć i wcześniej nie darzył zaufaniem tego szatańskiego narzędzia). Sądzę jednak, że z czasem, gdy przekona się, iż za drzwiami windy na piętrze nie czyha pielęgniarka z wielgachną strzykawą, odpuści sobie i może nawet polubi ten sposób pokonywania przestrzeni...

Siemek w szpitalu:




Suszarka w akcji - sprzęt pooperacyjny (gips) musi być suchy!
 A "niektórzy"(tak mężu, do Ciebie piję...) mówili, że zawsze pakuję za dużo rzeczy...

Żeby była jasność: ten paw, jest pawiem zielonogórskim. Ładny był to se go tu wcisłam :-D
 ZOO Goerlitz:

Jeżozwierze na wyciągnięcie ręki.
No cóż... Co kto lubi.




Piłujemy roga.
Czym różnią się rogi od poroża? Zapachem po nadpiłowaniu.
 Obydwu nie polecam...

"Suszymy skrzydełka panowie!"

Słodki tybetański prosiaczek
Jakuby: 

Joł!

Portret



ZOO Liberec:



Sztuczna opalenizna




  Słodki czas lata już minął... 
 A na razie, choć astronomiczna jesień jeszcze nie nadeszła, my już kurujemy się z pierwszego przeziębienia tego sezonu... 
Pozdrawiamy!

czwartek, 20 lipca 2017

Wakacje z d(r)eszczykiem... :-)

  Z uwagi na zmieniony przez szpital termin operacji Siemka zostaliśmy zmuszeni do szybkiej weryfikacji poglądów na temat daty rozpoczęcia wakacyjnych wojaży. Na szczęście obyło się bez relokacji i trafiliśmy dokładnie tam, gdzie ogarnięta nagłym natchnieniem wymyśliłam wczesną wiosną: do Krakowa i jeszcze dalej!
  Czuliśmy, że nie straszny jest nam żaden smok(g), o którym krąży tyle legend w radiu, TV, czy internecie. Dysponując magiczną mocą płuc pasionych powietrzem jednego z najbardziej zalesionych województw Polski, czuliśmy siłę, by podołać temu wyzwaniu.
  By jednak zrównoważyć ewentualne szkodliwy wpływ tegoż pobytu na nasze zdrowie, kolejnym krokiem była dalsza wędrówka - w Beskid Niski, do Magurskiego Parku Narodowego, do Krempnej.
  Ab ovo
  (patrzcie jak kultura nam wzrosła ;-) )





Blizna po pierwszej operacji czasem paskudnie swędzi...


Gołębie w locie, Sukiennice i wieża ratuszowa.






Urzekła mnie kolorystyka trzech poniższych sytuacji:





Całkowicie spontaniczna kompozycja

Wyyysokooo!

Kraków zaskakuje: idziemy sobie a tu... lokomotywa (przy kompleksie AGH).

Koło czasu

A to już Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema - fantastyczne miejsce:

Kalejdoskop luster - marzenie każdej kobiety!



Jest cool!





Siemek, która godzina?



Zmiana miejsca na Muzeum Narodowe a w nim (zdjęcia niestety robione bez lampy z powodu zakazu):
1. Galeria: "Broń i Barwa w Polsce"









Przebieranki :-)

Siemek w replice okopu z I wojny światowej


2. A tu już Galeria Rzemiosła Artystycznego:



  Która z nas nie marzyła, by choć przez chwilę być Elką Bennet? Szczególnie wtedy, gdy ta zobaczyła włości pana Darcy'ego lub jego samego, jak wyłaził z wanny w wersji z serialu BBC (jak dla mnie wzorzec z Sevres wszelkich adaptacji) 
  A oto gustowne ciuszki z epoki:

Sukienusia

Płaszczyk do kompletu


3. Galeria Sztuki Polskiej XX wieku:

Dla koneserów sztuki nowoczesnej. Mnie najbardziej ujął w obrazie parasol,
bo akurat na dworze POLU padało...



  Teraz powrót do Sukiennic i Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku:
Zobaczyć obrazy znane z podręczników historii i literatury to radość nieomal równa spotkaniu z celebrytą!

Hołd pruski 

  Co do tego pana mam mieszane odczucia - od pierwotnej obojętności, przez całkowitą negację, aż do obecnego stanu niepewności:











A to już Pomnik Grunwaldzki:

Przypatrzcie się: kto wygrywa w papier, kamień, nożyce?
 Szach-mat Ulrichu von Jungingenie! 

Wawel oczywiście:

Katedra






Stara Synagoga na Kazimierzu:



Siemek na Szerokiej

 I Rynek Główny ciąg dalszy:

Vivat Kościuszko!


Źrenica oka

  Rynek Podziemny, czyli fantastyczne muzeum, jedyne które podobało się starszemu potomkowi... Hologramy, płonące miasto, teatrzyk z ognistymi efektami specjalnymi, ruszające się portrety rodem z Harry'ego Pottera, nawet na nas starych robiło to wszystko wrażenie. Średniowiecze podane w elektronicznym sosie okazało się wspaniałą potrawą:

Kadr z "Gry o Tron"? Bynajmniej...





Jesteśmy pod fontanną!

Tego budynku nie trzymaliśmy w rękach :-)

Biały kruk (szczerze przyznam, że pierwszy raz słyszałam o nim legendę).

Turystyczny klasyk!


I zmiana klimatu czyli Beskid Niski i Krempna

Po prostu idziesz i kosisz takie cuda! Tylko uważaj, bo... ale o tym za chwilę.




Przypatrzcie się prawemu dolnemu kwadratowi...

Siemek nad zalewem Wisłoki

Oto ON! Nasz dreszczyk czyli barszcz sosnowskiego.
Po raz pierwszy widziany na żywo w naturze.
Czujecie tę grozę?!

Robienie z tego bukietu, źle by się skończyło... 



A tu poletko. Tak przy drodze... 

Miejscowe władze wiedzą o polu i twierdza,
 że nie mogą nic z tym zrobić, bo należy do osoby prywatnej.
I tak "zemsta Stalina" może się spokojnie rozsiewać.

Tu już mniej niebezpieczna przyroda. Zwinka z odrastającym ogonem.

Czy jest na sali entomolog? 

Dopływ Wisłoki:







Chata prababci.
Serio!
W tym domu jako małe dziecko mieszkała dziś niemal stuletnia prababcia Siemka.




  Ogólnie pogoda nam raczej dopisywała, choć o upałach nie było mowy, a i parasole szły czasem w ruch. W górach padało przynajmniej raz dziennie. Nie narzekamy: i tak było zabawnie, i ciekawie, i zupełnie inaczej niż zwykle...
  A teraz zaczynamy pakować się na następną "wycieczkę" - do szpitala na kolejną operację... Trzymajcie kciuki!