Nasz Siemek

.

.
Kliknij w baner po dodatkowe informacje...

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017

"Ekipa" ;-) bloga naszsiemek życzy 
Wszystkim Przyjaciołom naszego Siemka
Zdrowych, Spokojnych i Wesołych 
Świąt Wielkanocnych :-)


 Zając już przyszedł? Na pewno! Mam nadzieję, że miał dla Was duuuży koszyczek... :-) 
Siemuś w tym roku obdarowany został nawet podwójnie gdyż 14 kwietnia obchodził piąte urodziny, które wyprawiamy właśnie dziś. 
 Przedwczorajszy solenizant jest nieco przeziębiony. Delikatnie, bez gorączki, ale i tak bardzo się martwimy, gdyż za cztery dni powinniśmy jechać do szpitala na zaplanowaną operację bioder... Wszystkie życzenia zdrowia przyjmiemy zatem bardzo chętnie!











Widzicie te rzęsy??? Podziw i zazdrość... ;-)

Klocek Lego dla giganta

Kwietniowy relaks w słoneczny weekend


sobota, 1 kwietnia 2017

Fryzura

  Raz na jakiś czas zostaję zmuszony do weryfikacji moich poglądów na własną matkę. Generalnie uważam, że kobieta mnie lubi, a nawet kocha. Często gada coś na ten temat (ogólnie to dużo mówi...), a ja łaskawie pozwalam dawać sobie buziaki w nos. Cieszy się jak głupia z byle uśmiechu, toteż jej ich nie żałuję, niech ma... Niby wszystko gra, tymczasem od czasu do czasu rodzicielka funduje mi niczym nieuzasadnione tortury, po których pilnie wymagałbym pomocy jakiś specjalistów od przepracowywania traumy: obcinanie włosów.
  Tłumaczę jej, że: "Absolutnie to nie jest konieczne!" i "Można jeszcze poczekać...", ale ona nie chce słuchać. Mam drobne problemy z wyartykułowaniem tego, więc po prostu zanoszę się płaczem i macham rękami. Kiedyś próbowałem brać ją na litość i oprócz łkania serwowałem gest oznaczający "przytul mnie", ale ona nie odpuszczała, póki nie skończyła. I na dodatek nigdy nie była w pełni zadowolona ze swojego dzieła. Marudziła, że się ruszałem, kładłem, spociłem od płaczu, więc kłaczki się skleiły, że mam za miękkie włoski do maszynki (zazdrości he, he)... Potwierdza się stara jak świat prawda: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.
  Powiem Wam również, że później przez jakiś czas mam wielki opór przed "pójściem" do łazienki. I dopiero gdy jestem już w wannie i wiem, że nic mi nie grozi, mogę się skupić na relaksie w kąpieli. 
  Naprawdę, alternatywna moda z lat dziewięćdziesiątych na długie męskie włosy mogłaby wrócić...


Łyso nie?


Tu jem bułkę stąd dziwne miny.




poniedziałek, 20 lutego 2017

Przedoperacyjne przedwiośnie

  Ponad rok temu pisałam Wam, że Siemka czeka operacja bioder. Nie spodziewałam się jej jednak zbyt szybko. Tak gdzieś za dwa-trzy lata. Ziarenko niepokoju, które próbował zasiać lekarz ortopeda, mówiąc o kontroli za rok i ewentualnej decyzji o przyspieszeniu zabiegu, nie wykiełkowało we mnie i dwanaście miesięcy później (w listopadzie 2016) zupełnie spokojnie pojechaliśmy na "przegląd".
  Mina profesora oglądającego zdjęcie RTG bioder Siemusia powiedziała wszystko. Operację trzeba przyspieszyć, ze względu na szybko postępujące pogorszenie. Panewka stawu biodrowego Siemka wygląda na niemal płaską co powoduje wysuwanie się z niej główki kości udowej. Jest to, niestety bardzo częste schorzenie u niechodzących dzieci. Jedna nóżka - lewa (od początku w gorszym stanie), jest już w związku z tym nieco krótsza, gdyż kość udowa przesunęła się "do góry" w stawie. 
  Z uwagi na operację zrezygnowaliśmy z zaplanowanego na ferie turnusu rehabilitacyjnego w nowym miejscu "Centrum Fiszer" w Szklarskiej Porębie. Szkoda, bo ten wyjazd planowaliśmy od dawna.
  Zaczęło się czekanie na telefon ze szpitala z datą operacji. Wiedzieliśmy, że nie nastąpi to natychmiast lecz na pewno na początku 2017 roku. Pierwszego lutego nie zdzierżyłam i zaczęłam wydzwaniać sama. Jakież było moje zaskoczenie, gdy usłyszałam, że na pewno NIE w tym roku (!) Szybko jednak wyjaśniłam sprawę: otóż w wyniku błędu przypadek Siemcia nie został zgłoszony do komisji szpitalnej zajmującej się przyspieszeniami zabiegów. Pomyłkę naprawiono i koniec końców zameldujemy się w poznańskim szpitalu tuż po Wielkanocy.
  Być może powinnam być zła i pomstować na tę sytuację, ale jakoś nie czuję takiej potrzeby. Ostatnio przyjmuję pewne "okoliczności przyrody" zupełnie spokojnie, jako coś naturalnego. Czy to źle? Nie wiem, ale dzięki takiemu myśleniu jestem bardziej odprężona, co o tyle ważne, że czeka mnie wiele stresu związanego z operacją: obawa o synka, o wynik operacji i o to jak ją zniesie.
  Relaks jest teraz bardzo wskazany...

...w związku z czym tak odpoczywaliśmy kilka dni temu:









Tego okazu fauny nie spotkaliśmy, oczywiście, w naturze, lecz w sklepie 
zoologicznym. Jednak tak nas urzekł niewymuszoną gracją ruchów 
i wzgardliwym wygięciem ust, że nie mogliśmy się oprzeć, by nie 
pstryknąć mu kilku fotek...











 A więc czekamy....

piątek, 6 stycznia 2017

Trzech Króli

 Wprawdzie zima w końcu przypomniała sobie o swoich obowiązkach i mróz szczypie w uszy, policzki i nochale, ale mimo to zdecydowaliśmy się obejrzeć coroczny (od 6 lat) Lubuski Orszak Trzech Króli. Do imprezy przygotowaliśmy się w pełni profesjonalnie przygotowując sobie odpowiednie nakrycia głowy, by móc dumnie paradować w tłumie ludzi zgromadzonych na zielonogórskim deptaku. A był to tłum iście królewski... Sami Najjaśniejsi Panowie i Najjaśniejsze Panie w koronach i z czerwonymi od mrozu policzkami.
 Orszak pięknie się prezentował, a radochy było niemało zwłaszcza na widok wielbłądów :-) 
 Niestety nie byłam w stanie zrobić większej ilości zdjęć, bo w kilka minut po zdjęciu grubych rękawic, palce zamieniły mi się w zesztywniałe, czerwone kołki. Wyobraźnia ruszyła z kopyta i podsunęła straszne obrazy odmrożonych siemkowych paluszków schowanych w butkach. Delikwent wprawdzie nie zdradzał żadnych objawów (kontrola była niemożliwa ze względu na warstwy ubrań), a nawet ewidentnie nie chciał zostać włożony do auta, lecz i tak zwinęliśmy żagle i ruszyliśmy z powrotem do naszego domowego królestwa...

Rękawica zdjęta tylko do zdjęcia...

Troje króli

W ciepłym opakowaniu










Wielbłądy!!!


I tu już ręce odmówiły posłuszeństwa...

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta :-)

 Wprawdzie drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia już w toku, jednak przed nami wciąż kolejne okazje do świętowania - Sylwester, Nowy Rok i Święto Trzech Króli więc z wielką przyjemnością (aczkolwiek z poślizgiem) życzymy Wam:

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!












A co u Siemusia? 
 Pisałam już wcześniej, że nasz chłopak ma obecnie o wiele więcej rehabilitacji niż dwa miesiące temu. Świetnie znosi dodatkowe godziny zajęć, czego z kolei nie może powiedzieć o sobie jego rodzicielka. Jednakże, widząc szeroki uśmiech synka, gdy zmierza w jego kierunku z butami i kurtką w rękach, świadczący o radości na myśl o kolejnej "wycieczce", to wie, że nie może odpuścić.
 W związku z tym żyję w biegu: od jednych zajęć do drugich, z zegarkiem w ręku, co chwila zerkając na plan zajęć Siemka, pod który układane jest życie rodzinne. Dwa dni odpoczynku (dla mamy) i od jutra znowu startujemy!

piątek, 4 listopada 2016

Nowa miejscówka czyli ośrodek "Neuron" w Małym Gacnie

 Raz na kilka lat osoby niepełnosprawne lub ich przedstawiciele/opiekunowie mogą starać się o dofinansowanie do turnusu rehabilitacyjnego. W tym roku udało się nam otrzymać wsparcie z PFRON-u na taki właśnie wyjazd. Niestety okazało się, że nie możemy wykorzystać tej dopłaty w naszym ulubionym ośrodku, oddalonym 90 km od naszego miejsca zamieszkania, gdyż (zapewne przez niedopatrzenie) nie miał chorób neurologicznych, wśród dysfunkcji którymi się zajmuje. 
  Wyobraźcie sobie moją złość na cały świat, gdy dotarła do mnie ta informacja. Termin zaklepany już od roku, z góry cieszymy się na wyjazd, a tu... (sami wiecie co). Po wyjaśnieniu sprawy w urzędzie, musiałam pogodzić się z losem i zaczęłam na gwałtu rety poszukiwać nowej miejscówy. Z racji wpisu: "choroba neurologiczna" w orzeczeniu o niepełnosprawności Siemka, warunek ten był niezbędny. Ponieważ pierwszy raz starałam się o takie dofinansowanie (przed trzecim rokiem życia nie wchodziło to w grę), nie miałam pojęcia o tych niuansach. Człowiek wciąż się uczy...
  W domu zatem chwyciłam za telefon i rozpoczęło się wydzwanianie. Dodatkowo ograniczał nas czas, bo turnus musiał odbyć się w tym roku, co przy natłoku pacjentów stanowiło sporą przeszkodę. Jednakże udało się i znalazłam ośrodek o wdzięcznej nazwie "Neuron", oddalony od nas o bagatela 330 km w miejscowości Małe Gacno, w sercu Borów Tucholskich. Jak sama nazwa wskazuje idealny dla dzieci "neurologicznych".
  Przyznam się Wam, że pierwszego wieczoru zmęczenie podróżą mocno dało mi się we znaki i zniechęcało do wszystkiego. Niesłusznie!
  Teraz po niemal dwóch tygodniach pobytu śmiało mogę polecić Ośrodek "Neuron" wszystkim rodzicom dzieci z problemami. Siemek ćwiczył dzielnie z fajnymi rehabilitantami, którzy wkładali wiele serca w swoją pracę. I warunki, i kadra, i sprzęt na wysokim poziomie. Dla naszego synka były to bardzo owocne dwa tygodnie. Mieliśmy wprawdzie drobne załamanie (zdrowotne - nie nerwowe) gdy Siemcio się przeziębił (jesienna epidemia turnusowa zdziesiątkowała małych pacjentów) na szczęście na miejsce przyjechał lekarz, który obadał chłopaka, zaordynował kilka specyfików i wydał zezwolenie na kontynuowanie zajęć.
  Myślę, że wrócimy tu jeszcze, o ile oczywiście będziemy mieli na to fundusze. Na pewno jutro wywieziemy ze sobą wspomnienia miło spędzonego czasu i wiele nowej siły w siemkowych mięśniach.


Szeroko zakrojone plany















 :
Czarujemy:
Morskie otchłanie

Ognie piekielne

Tu nie wiem... Jakieś pomysły?

Ja, robot.



 Impreza Halołynowa ;-): 






 








Małe Gacno: